środa, 11 lipca 2018

Maczeta Kershaw Camp 10.

Tekst od mojego serdecznego kumpla Kravera. Może dzięki tej recenzji dowiesz się jaką maczetę kupić.


Maczeta Kershaw Camp
Maczeta Kershaw Camp 10.

Mały teścik nowego sprzętu - maczeta Kershaw Camp 10.


Gdybym policzył ile razy naciąłem się na rozmaitych maczetach, brakłoby mi palców. Miałem ich w domu kilkanaście od budżetówek Cold Steela poczynając na Gerberze kończąc. Jedyna, która do tej pory do czegokolwiek się nadawała to Parang Bear’a Grylls firmy Gerber właśnie. Ciężka, mocna i świetnie wyważona do naprawdę poważnych prac. Ciąłem nią drewno, krzaki, darń, kopałem i używałem jako wiosła i mam do dzisiaj niemal nie naruszoną.


Jednak nie o parangu chciałem dzisiaj. Mój ostatni nabytek (wiem, miałem już noży nie kupować) to
Kershaw Camp 10:
To najmniejsza z maczet rodzinki Kershaw (są jeszcze Camp 14 i Camp 18 – odpowiednio większe). Napiszę krótko, to absolutny numer jeden maczet/dużych noży na rynku. Jakość wykonania kompletnie niszczy konkurencje a użytkowość przerasta wszelkie oczekiwania. Ale kolejno :


1. Kształt – Kershaw pełnymi garściami czerpie ze wzorów Kukri i Jataganu, więc ostrze ma bardzo charakterystyczny kształt. Dzięki swoim wygięciom świetnie rąbie, dobrze koruje i znakomicie tnie chaszcze. Specyficzna jest również rączka – lekko garbata i wygięta łagodnie w chwyt lekko pistoletowy. Ma to sens, mając prostą rękojeść raczej nie dałoby się pewnie utrzymać jej w ręku przy ostrej robocie (przez ciężar i wyważenie) a ponadto dzięki chwytowi pistoletowemu naprawdę poprawia się jej wygoda w pchnięciach ostrzem. Kershaw ma charakterystyczne otwory do przewleczenia linki – jeden na końcu, drugi na początku rękojeści przy ostrzu. Zetknąłem się z teoriami, że taki otwór osłabia ostrze – ja niczego słabego nie dostrzegłem, nawet przy rąbaniu suchego buka.

2. Wyważenie – ostrze ciągnie przy uderzeniu – kształt kukri/jatagan powoduje, że raz zadanego uderzenie nie da się powstrzymać ale za to generowana siła jest imponująca. Uderza się naturalnie rozszerzoną częścią i efekt jest piorunujący. Także przy korowaniu takie wyważenie dodaje rozpędu, trzeba tylko uważać na palce (bhp!). Pchnięcie wymaga wygenerowania sporej siły ale później waga noża robi swoje – leci i przebija wszystko po drodze.

3. Wykonanie – absolutnie brak zarzutów, po prostu elita. Nic nie lata, żadnych luzów, nadmiarów, braków, skrzywień, no po prostu czegokolwiek. Wysoko ustawiona poprzeczka jakości.

4. Cena – przejdźmy do następnego zagadnienia (ok. 250 zł).

5. Pochwa – szału nie ma – plastyczek ale niezły, coś w rodzaju secure ex – do kompletu dołożone rzepy dzięki którym można campa mocować na kilkanaście różnych sposobów.
Niezły za to jest bezpiecznik wypadania – owijana wokoło rękojeści tasiemka z pinem, która wbrew pozorom świetnie trzyma i się nie odpina sama za chiny ludowe (zobaczymy jak będzie po roku taskania po lasach).

6. Rękojeść – dla mnie super wygodna, pewny chwyt, a jej faktura powoduje, że równie dobrze trzyma się Campa w gołej dłoni (nawet spoconej) jak i w rękawicach.

7. Zalety – po pierwsze to maczeta do lasów Kanady, USA, Europy i do Tajgi. Grube mocne ostrze (5mm). Nie zegnie się toto jak jakiś Gator, nie połamie. Świetnie trzyma ostrość i wbrew pozorom, mimo łukowatego kształtu ostrza dość łatwo się ostrzy (używałem diamentowych ostrzałek z Julii). Po drugie wyważenie wzmaga siłę uderzenia, rabanie i cięcie to bajka, puszczasz w ruch ostrze i wszystko przed tobą pada. Po trzecie Wykonanie to bajka – tak powinni robić wszystkie noże. Koniec i kropka.

8. Wady.
Cena –za Campa dostaniemy 2-3 niepoważne maczety o grubości 2-3mm wycięte z jakiejś blachy (budżetówki Cold Steel rulez). Tyle, że nie wytrzymają dłużej. Bo Campa zajechać będzie bardzo ciężko. Kolejno wadą jest problem BHP. To nie jest nóż dla dzieci i początkujących – z nim trzeba się oswoić i mieć świadomość jego mocy. Kombinacja ostrości i wyważenia powoduje, że nie wybacza błędów – jeśli omsknie się ręka albo traficie w źle ustawioną nogę przy pracy – obrażenia będą poważne i niebezpieczne. Trzeba uważać.
Gdyby ktoś nie bał się inwestycji w poważne ostrze to Campa 10 mogę tylko szczerze polecić. To sprzęt na lata, nie bojący się ciężkiej pracy, przemyślany i świetnie wykonany. Wart swojej niemałej ceny. Korci mnie teraz strasznie wypróbowanie jego większych siostrzyczek Campa 14 i 18, które mają większą masę i zupełnie inne kształty. Niemniej już obiecałem sobie nie inwestować więcej w ostrza („Witajcie! Nazywam się Kraver i jestem uzależnionym nożo-maniakiem!” – „Witaj Kraver!” – odpowiedział tłum preppersów).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz